Ta pani (poniżej) z pewnością nie jest przestrojona. Śpiewa pięknym sopranem i w moim odczuciu jej wykonanie pieśni Szopena należy do jednego z najlepszych. Wykonane w dobrym, dynamicznym tempie, bez przeciągania, na którym niejeden śpiewak się wyłożył.
Szopen napisał kilkanaście pieśni wokalnych, śpiewanych często w pierwszych latach nauki wokalnej, ze względu, chyba, na swoją prostotę. Również ja swoje pierwsze kroki wokalne stawiałam na „Dwojakim końcu” - o ironio!!! Skończyło się to dla mnie... dwojako.
Zafascynowana cudowną techniką śpiewu operowego, początkowo uznawałam tylko ten typ emisji głosu za jedyny słuszny. podczas lekcji śpiewu, dowiedziałam się o tym, jak wydobywać dźwięk z rejestru głowowego i „podpierać go” przeponą. Wkrótce przekonałam się, że posiadanie techniki wokalnej powoduje, że można bardziej skupić na samej istocie śpiewu czyli przeżywaniu i oddawaniu emocji. Dawało mi to niesamowitą przyjemność z samego śpiewania i pogłębiło tylko moje zamiłowanie do tej czynności. Zaczęłam odkrywać, że melodie klasyczne mogą być piękne, a wielka wyrozumiałość i mądrość mojej nauczycielki śpiewu, sprawiła, że pokazywała mi ona repertuar, który zawsze posiadał jakiś drobny elemencik mroku. Podobały mi się utwory, które śpiewałam i wkrótce odkryłam, że nie samym metalem i gotykiem człowiek żyje.
Jednak w ślad za tymi fascynacjami oraz coraz większym zaangażowaniem w opanowanie technik śpiewu, nie szedł tzw. feeling.
Feeling to według mnie, pewien dar czarowania głosem, powodujący, że słuchacze zastygają w bezruchu, a w ich oczach czasem widać łzy. To pewien sposób przekazywania własnych przeżyć poprzez śpiew, nadający linii wokalnej drugie, emocjonalne życie.
Wokalnym ideałem, wręcz bóstwem, jest dla mnie ten facet.
Zafascynowana cudowną techniką śpiewu operowego, początkowo uznawałam tylko ten typ emisji głosu za jedyny słuszny. podczas lekcji śpiewu, dowiedziałam się o tym, jak wydobywać dźwięk z rejestru głowowego i „podpierać go” przeponą. Wkrótce przekonałam się, że posiadanie techniki wokalnej powoduje, że można bardziej skupić na samej istocie śpiewu czyli przeżywaniu i oddawaniu emocji. Dawało mi to niesamowitą przyjemność z samego śpiewania i pogłębiło tylko moje zamiłowanie do tej czynności. Zaczęłam odkrywać, że melodie klasyczne mogą być piękne, a wielka wyrozumiałość i mądrość mojej nauczycielki śpiewu, sprawiła, że pokazywała mi ona repertuar, który zawsze posiadał jakiś drobny elemencik mroku. Podobały mi się utwory, które śpiewałam i wkrótce odkryłam, że nie samym metalem i gotykiem człowiek żyje.
Jednak w ślad za tymi fascynacjami oraz coraz większym zaangażowaniem w opanowanie technik śpiewu, nie szedł tzw. feeling.
Feeling to według mnie, pewien dar czarowania głosem, powodujący, że słuchacze zastygają w bezruchu, a w ich oczach czasem widać łzy. To pewien sposób przekazywania własnych przeżyć poprzez śpiew, nadający linii wokalnej drugie, emocjonalne życie.
Wokalnym ideałem, wręcz bóstwem, jest dla mnie ten facet.
W czasie, gdy śpiewałam we własnym zespole, miałam czasem w trakcie koncertu przykre sytuacje, że głos mi się po prostu łamał. Wstydziłam się tego bardzo i technicznie ćwiczyłam jeszcze więcej, jednak bez rezultatu. Im bardziej się siłowałam z głosem, tym było gorzej. Słuchałam też innych wokalistów i odkrywałam, że oni często nie mają wybitnej techniki, lecz ich śpiew mimo tego, wywołuje ciarki. Oni mieli magię w głosie, a ja nie.
Nie miałam żadnego pojęcia jak, tę magię z siebie wydobyć, myślałam właściwie, że ja po prostu takiego daru nie posiadam.
Nadszedł czas, gdy nie mogłam już dalej uczyć się śpiewu na lekcjach, a moja działalność w zespole też się zakończyła.
Nadszedł czas, gdy nie mogłam już dalej uczyć się śpiewu na lekcjach, a moja działalność w zespole też się zakończyła.
Z różnych powodów powiedziałam sobie, że już nigdy nie wrócę do śpiewania. Na wiele lat odłożyłam mikrofon bardzo głęboko, a dźwięki które z siebie wydobywałam nie miały raczej znamion melodii.
Na długi czas nastąpił koniec z moją wszelką działalnością muzyczną. Ale nie na zawsze... c. d. n.
Na długi czas nastąpił koniec z moją wszelką działalnością muzyczną. Ale nie na zawsze... c. d. n.



