Gdy uczyłam się śpiewu, moja nauczycielka mówiła mi, że zawsze lepiej zaśpiewać dźwięk za wysoko niż sfałszować w dół. Rzeczywiście słuchacze chyba lepiej znoszą zawyżanie tonacji niż jej obniżanie. W życiu jednak bywa chyba kompletnie na odwrót. Zawyżanie czegokolwiek, naciąganie, powiększanie własnych osiągnięć lub możliwości prędzej czy później spotka się z dezaprobatą otoczenia, które w najlepszym wypadku skwituje delikwenta tekstem "z dużej chmury mały deszcz".
Muzykoterapeuci widzą ogromny związek między relacjami w muzyce, a tym, co dzieje się w psychice człowieka. Cztery składowe muzyki czyli słuch wysokościowy, melodia, akordy i rytm i umiejętności człowieka z nimi związane odpowiadają poszczególnym sferom osobowości. Dobrze rozwinięty słuch wysokościowy to lepsze otwarcie na odbiór informacji ze zewnątrz, wyczucie melodii odpowiada za płaszczyznę emocji, uczuć, słuch harmoniczny, wysłuchiwanie akordów symbolizuje wyodrębnienie siebie ze świata, a wysokie poczucie rytmu wskazuje na pewną regularność w życiu i ogólne uporządkowanie.
Dotyczy to zarówno odtwarzania muzyki jak i jej tworzenia.
Przez wiele lat, gdy śpiewałam w zespole, nasi gitarzyści byli przestrojeni do dźwięku h, czyli o pół tonu niżej od klasycznego c. Wiele metalowych zespołów stosuje taki zabieg, aby poprawić brzmienie, aby muzyka zyskała większy ciężar, a gitary miały "mięcho". Jednak co z tego, że gitary miały ciężar, jeśli my jako zespół, wciąż byliśmy gdzieś poniżej poziomu dobrego grania? Niby tylko o ton w dół, a jednak, robi różnicę.
Kilka lat później, gdy ustalałam ze znajomym muzykiem, w jakiej tonacji robimy kawałek, próbowałam mu wcisnąć, że zaśpiewam pół tonu wyżej. On mi na to "Moni, ja wiem, ile to jest pół tonu dla wokalisty!" ustawił mnie tym tekstem do pionu i powiedziałam sobie dosyć już tego dopasowywania się do innych, pora zrobić coś tylko po swojemu, tak jak samemu się czuje, że będzie najlepiej.
Wreszcie po latach zrozumiałam, że ta tonacja zarówno i w muzyce i w życiu musi być właściwie dobrana do wokalu, bo inaczej będzie siłowanie się ze samym sobą, z otoczeniem, a efekt takiego grania będzie opłakany. Ponieważ ludzie – słuchacze, szybko wszelki fałsz, nadmierne siłowanie się, zawyżanie natychmiast wyczują i obśmieją , zweryfikują....
A przecież pani od śpiewu mówiła, że lepiej zawyżać dźwięki? Cóż, wokaliści zawsze byli "inni" od pozostałych muzyków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz