sobota, 13 października 2012

Śpiewać czysto czy się przestroić? cz. I



   Ta pani (poniżej) z pewnością nie jest przestrojona. Śpiewa pięknym sopranem i w moim odczuciu jej wykonanie pieśni Szopena należy do jednego z najlepszych. Wykonane w dobrym, dynamicznym tempie, bez przeciągania, na którym niejeden śpiewak się wyłożył.




   Szopen napisał kilkanaście pieśni wokalnych, śpiewanych często w pierwszych latach nauki wokalnej, ze względu, chyba, na swoją prostotę. Również ja swoje pierwsze kroki wokalne stawiałam na „Dwojakim końcu” - o ironio!!! Skończyło się to dla mnie... dwojako.
Zafascynowana cudowną techniką śpiewu operowego, początkowo uznawałam tylko ten typ emisji głosu za jedyny słuszny. podczas lekcji śpiewu, dowiedziałam się o tym, jak wydobywać dźwięk z rejestru głowowego i „podpierać go” przeponą. Wkrótce przekonałam się, że posiadanie techniki wokalnej powoduje, że można bardziej skupić na samej istocie śpiewu czyli przeżywaniu i oddawaniu emocji. Dawało mi to niesamowitą przyjemność z samego śpiewania i pogłębiło tylko moje zamiłowanie do tej czynności. Zaczęłam odkrywać, że melodie klasyczne mogą być piękne, a wielka wyrozumiałość i mądrość mojej nauczycielki śpiewu, sprawiła, że pokazywała mi ona repertuar, który zawsze posiadał jakiś drobny elemencik mroku. Podobały mi się utwory, które śpiewałam i wkrótce odkryłam, że nie samym metalem i gotykiem człowiek żyje.
Jednak w ślad za tymi fascynacjami oraz coraz większym zaangażowaniem w opanowanie technik śpiewu, nie szedł tzw. feeling.
Feeling to według mnie, pewien dar czarowania głosem, powodujący, że słuchacze zastygają w bezruchu, a w ich oczach czasem widać łzy. To pewien sposób przekazywania własnych przeżyć poprzez śpiew, nadający linii wokalnej drugie, emocjonalne życie.

Wokalnym ideałem, wręcz bóstwem, jest dla mnie ten facet.


   W czasie, gdy śpiewałam we własnym zespole, miałam czasem w trakcie koncertu przykre sytuacje, że głos mi się po prostu łamał. Wstydziłam się tego bardzo i technicznie ćwiczyłam jeszcze więcej, jednak bez rezultatu. Im bardziej się siłowałam z głosem, tym było gorzej. Słuchałam też innych wokalistów i odkrywałam, że oni często nie mają wybitnej techniki, lecz ich śpiew mimo tego, wywołuje ciarki. Oni mieli magię w głosie, a ja nie. 
Nie miałam żadnego pojęcia jak, tę magię z siebie wydobyć, myślałam właściwie, że ja po prostu takiego daru nie posiadam.

   Nadszedł czas, gdy nie mogłam już dalej uczyć się śpiewu na lekcjach, a moja działalność w zespole też się zakończyła. 
Z różnych powodów powiedziałam sobie, że już nigdy nie wrócę do śpiewania. Na wiele lat odłożyłam mikrofon bardzo głęboko, a dźwięki które z siebie wydobywałam nie miały raczej znamion melodii.
Na długi czas nastąpił koniec z moją wszelką działalnością muzyczną. Ale nie na zawsze... c. d. n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz