piątek, 5 października 2012

Przestrajanie mocy przez "Ciężarówki"

   Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale dochodzę do przykrych wniosków, że kobieta we wczesnej ciąży jest istnym, chodzącym kataklizmem.
   Kiedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem w ciąży, zaczęły mi się przytrafiać dziwne incydenty np. pierwszy raz w życiu bankomat zeżarł mi kasę, kartę oddał, ale kasy już nie i zawiesił się na amen. Wywołało to we czarną rozpacz, a zarazem furię, bo ani kasy na zakupy dalej nie miałam, ani sprawnego bankomatu w pobliżu.
   O nieudanych posiłkach to już nie wspomnę. A to zupa przesolona, a to jajecznica za bardzo ścięta, albo przypalone kiełbasy i inne dziwaczne eksperymenty z niejadalnymi potrawami. Ale to klasyka wczesnej ciąży.
   Nagle również zaczął psuć się mój laptop, a raczej bateria po prostu przestawała ładować i nikt nie wiedział dlaczego.
   Zauważyłam też, że łatwo mnie oszukać, naciągnąć. Rymarz naciągnął mnie na naprawę suwaka za połowę wartości nowego produktu i dopiero krytyczne uwagi Mojej Drugiej Połowy uświadomiły mi, że właśnie dałam się zrobić w bambuko. Zdarzyło mi się też kupić kilka rzeczy raczej nietrafionych, może nawet zbyt drogich i chyba nie do końca potrzebnych.
   Jednym słowem, kobieta we wczesnej ciąży jako chodzący kataklizm powinna ... siedzieć w domu i pachnieć. Przecież nic nie dzieje się przypadkiem i wygląda na to, że istota w stanie błogosławionym powoduje straszne zachwiania mocy. Ale wiadomo, że zamknięcie kobiety w domu byłoby czynem sadystycznym, karalnym i powinno być ścigane z urzędu. Zamiast więc zamykać się w czterech ścianach, najlepiej wychodząc z domu zabrać ze sobą jakąś dobrą duszę do towarzystwa, która w delikatny, aczkolwiek przekonywujący sposób, z zastosowaniem pewnego charakterystycznego ruchu ręki, powie ci „Nie potrzebujesz tej bluzki.”






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz