wtorek, 15 kwietnia 2014

Przestrojony lekarz

         Jak każdej nauczycielce, raz na jakiś czas, przypałętało mi się zapalenie krtani.
Z totalną chrypą, z ostrym bólem w okolicach szyi, bolącym gardłem, wylądowałam u lekarza internisty. Ponieważ sprawa była pilna, udałam się do pierwszego lepszego z brzegu lekarza, u którego był wolny termin wizyty, z piątku na sobotę następnego dnia.
   Ten wybitny lekarz, o znienawidzonym przeze mnie imieniu Grzegorz, okazał się być albo konowałem o zamiłowaniu do leków starej generacji lub po prostu zwykłym dowcipnisiem, który chyba chciał dostarczyć mi niesamowitych wrażeń chorobowych.
        Na wizytę zgłosiłam się w przerwie między zajęciami ze studentami, licząc na szybką pomoc medyczną. Mocno zachrypniętym, wręcz łamiącym się głosem, niczym u nastolatka w okresie mutacji, powiedziałam lekarzowi, że bardzo boli mnie gardło, mam silny suchy kaszel oraz po prostu trudno mi mówić, co zresztą było słychać.
Diagnoza: chrypka z zanikiem głosu. Leczenie objawowe. Zapytałam czy konieczny będzie antybiotyk. Lekarz pewnym siebie głosem odparł, że absolutnie nie, a za 2 dni mi to przejdzie. Pomyślałam – świetnie! Szybko wrócę do formy i będę mgła nadawać jak radio, zamęczając męża swoimi pedagogicznymi wywodami.
      Pędem pobiegłam do apteki z nadzieją, że zapisana kuracja doktora G. zacznie natychmiast działać. Wykupiłam leki, ale zanim je zażyłam, coś mnie tknęło, aby jednak przeczytać ulotki, tych nieznanych mi jeszcze specyfików. Szczególnie dlatego, że nie wzięłam zwolnienia z pracy, zajrzałam do punktu: skutki uboczne.
     Lek pierwszy: CodiXXX, zgodnie ze zgłaszanymi lekarzowi objawami, lek działa przeciwbólowo. Lecz jakie było moje zdumienie, gdy okazało się, że oprócz klasycznego paracetamolu zawiera … opiaty! Możliwie działania niepożądane: oprócz typowych, charakterystycznych dla paracetamolu, również takie jak po zażyciu opiatów czyli: euforia, zaburzenia nastroju, zwężenie źrenic, senność, zawroty głowy i inne. I ja mam po tym prowadzić zajęcia z dziećmi? (studenci jakoś by to przeżyli). Nie wzięłam.
Lek drugi: tabletki na kaszel hamujące odruch kaszlowy, możliwe skutki uboczne: pobudzenie, zawroty głowy, rozdrażnienie, drżenie rąk, zaburzenia snu, kołatanie serca, wzrost ciśnienia krwi. Jeszcze lepiej, też nie zażyłam.
     Po kilku dniach, gdy objawy nie ustały, a mnie krtań bolała już przy każdym wydobyciu dźwięku, postanowiłam specyfiku z opium spróbować. Wzięłam ten CodiXXX, następnie napiłam się kawy, po czym zakręciło mi się w głowie. Po chwili minęło, lecz cały dzień czułam się otumaniona. Zajęcia z dziećmi owszem jakoś poprowadziłam. Na szczęście strat w dzieciach nie było.
     Kaszel również nie dawał mi spokoju i strasząc całą rodzinę swoimi napadami męczących suchot, postanowiłam domowników uwolnić od tych potwornych dźwięków i zażyłam specyfik w tabletkach. Niestety w godzinach wieczornych. I niestety również skutki uboczne mnie dopadły - pobudzenie, nogi jak z waty, zawroty głowy. Nie mogłam zasnąć długo po północy, miałam tyle energii, że zdążyłam sprzątać, pozmywać gary i popisać bloga. Niezły odlot i to całkowicie legalnie! Kaszel wcale nie ustał, a ja niewyspana, jak zombie, zwlokłam się rano do pracy.
      Strach pomyśleć, co by było gdybym te leki wzięła jednocześnie, tak jak zalecił lekarz i to np. przed pójściem do pracy! Czytajcie ulotki, szczególnie na leki przepisane od lekarzy, do których zawsze są wolne miejsca. Ja i tak po kilku dniach eksperymentów medycznych wylądowałam u laryngologa: diagnoza – zapalenie krtani i 3 dni antybiotyku. Antybiotyk również osłabił mnie na kilka dni i zwolnienie z pracy było nieuniknione. Jednak szybko wrócił mi głos i sprawność wokalna. I znów mogłam gadać jak najęta.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz