Są takie dni, gdy widok na ulicy młodych, atrakcyjnych, zadbanych, a wręcz wystrojonych kobiet w środku dnia, w samo południe, może być powodem do szybkiej analizy sytuacji „Czy dziś sobota i czyje dziś imieniny: Krystyny czy może Stanisława?”
Jeśli jeszcze owe kobiety dzierżą w ręku kwiaty, to z pewnością wracają z uroczystości klasowej. Młode nauczycielki.
W stroju dosyć eleganckim, lecz nie wytwornym, okraszonym nutką przebojowości i indywidualności, choć widać, że budżet skromny. W epoce wszechobecnych dresskodów, pracowniczo – niewolniczych uniformów, widok na ulicy ładnej, często kolorowo ubranej kobiety, zwraca dyskretnie uwagę. Wśród nauczycielek królują kolorowe żakiety, spódnice, wcale nie zawsze za kolana, bluzki z dekoltem, ramiona odkryte w upalny dzień, a nawet japonki na nogach. Biżuteria bywa w ilości nadmiernej, wcale nie skromna. Makijaż troszkę mocniejszy, choć nie wyzywający. I torebka – oczywiście w rozmiarze XXL! Musi pomieścić klasówki, stosy zeszytów, pomoce dydaktyczne, podręczniki, a może nawet laptopa, zapas ołówków, długopisów w kilku kolorach, (czerwony obowiązkowo - kilka sztuk na zapas). Nauczycielki wyglądające jak guwernantki to już przeszłość. I dobrze, bo czasy nieco się zmieniły i możliwość doboru ubioru do nastroju kobiety, daje jej ogromny komfort i poczucie swobody. Żadna z nas nie jest i nie chce być zakładniczką korporacji zmuszoną do noszenia fatalnych dla siebie fasonów, żenujących koszulek z logiem znienawidzonej firmy czy też konieczności wbijania się codziennie w białą bluzkę i (znienawidzoną akurat przeze mnie) garsonkę.
Największa swobodę w doborze stroju mają chyba nauczycielki przedszkola. Jeszcze w czasach studenckich pamiętam wykłady pewnej wybitnej pani profesor, specjalistki się w dziedzinie pedagogiki przedszkolnej, która mówiła, że nauczycielki przedszkola muszą mieć dobrą prezencję. Dzieci najmłodsze nie lubią i boją się osób brzydkich, zaniedbanych (o wadach wymowy nie wspomnę, bo to inny, rozległy temat). Wygoda i ubiór nauczycielki na tym szczeblu edukacji jest bardzo ważny. Mocny, kolorowy makijaż? Oczywiście! Czerwone paznokcie? Jak najbardziej. Kwiecista sukienka rodem z czasem hippies na święto wiosny? Musowo. Każdy sposób jest dobry, aby zwrócić uwagę maluszków. Podobno nawet miejsce w sali, które zajmie nauczycielka, gdy mówi do dzieci, może mieć znaczenie. „Nie stawaj na tle kolorowej makietki, bo dzieci nie zwrócą uwagi na ciebie. Muszą patrzeć na ciebie, bo masz im coś ważnego do przekazania!” grzmiała profesorka na auli.
W szkole podstawowej to już trzeba chyba trochę nabrać ogłady w stroju. Bo i kontakt z rodzicami bardziej oficjalny i należy dbać o autorytet, szczególnie jeżeli się uczy tzw. poważnego przedmiotu np. języka polskiego czy matematyki. Najgorzej chyba mają nauczycielki w gimnazjum i liceum. Mogę sobie tylko wyobrazić niewybredne i złośliwie komentarze dziewcząt w wieku, w którym szalejące hormony wypaczają całkowicie gust i dobry smak w doborze ubrań.
Myślę, że praca nauczyciela zarówno z tymi maluszkami, jak i z trochę starszymi, naprawdę wymaga złapania dystansu do siebie, do swojego wyglądu i stroju. Dzieci wszystko zauważą i skomentują bezlitośnie: kolczyki, nową fryzurę, lakier na paznokciach, a nawet …. pryszcza na twarzy („Co się pani stało w brodę?”).
Pozostaje nam tylko śmiać się razem z nimi z własnych niedoskonałości, co na pewno nie jednej z nas wyjdzie na zdrowie. A zatem „Pani Asiu, będzie Pani dziś niedźwiedziem? Tak, będę. Chętnie mocno pośpię, jak się zbudzę to was zjem, tylko nie nazywajcie mnie starą.”
Największa swobodę w doborze stroju mają chyba nauczycielki przedszkola. Jeszcze w czasach studenckich pamiętam wykłady pewnej wybitnej pani profesor, specjalistki się w dziedzinie pedagogiki przedszkolnej, która mówiła, że nauczycielki przedszkola muszą mieć dobrą prezencję. Dzieci najmłodsze nie lubią i boją się osób brzydkich, zaniedbanych (o wadach wymowy nie wspomnę, bo to inny, rozległy temat). Wygoda i ubiór nauczycielki na tym szczeblu edukacji jest bardzo ważny. Mocny, kolorowy makijaż? Oczywiście! Czerwone paznokcie? Jak najbardziej. Kwiecista sukienka rodem z czasem hippies na święto wiosny? Musowo. Każdy sposób jest dobry, aby zwrócić uwagę maluszków. Podobno nawet miejsce w sali, które zajmie nauczycielka, gdy mówi do dzieci, może mieć znaczenie. „Nie stawaj na tle kolorowej makietki, bo dzieci nie zwrócą uwagi na ciebie. Muszą patrzeć na ciebie, bo masz im coś ważnego do przekazania!” grzmiała profesorka na auli.
W szkole podstawowej to już trzeba chyba trochę nabrać ogłady w stroju. Bo i kontakt z rodzicami bardziej oficjalny i należy dbać o autorytet, szczególnie jeżeli się uczy tzw. poważnego przedmiotu np. języka polskiego czy matematyki. Najgorzej chyba mają nauczycielki w gimnazjum i liceum. Mogę sobie tylko wyobrazić niewybredne i złośliwie komentarze dziewcząt w wieku, w którym szalejące hormony wypaczają całkowicie gust i dobry smak w doborze ubrań.
Myślę, że praca nauczyciela zarówno z tymi maluszkami, jak i z trochę starszymi, naprawdę wymaga złapania dystansu do siebie, do swojego wyglądu i stroju. Dzieci wszystko zauważą i skomentują bezlitośnie: kolczyki, nową fryzurę, lakier na paznokciach, a nawet …. pryszcza na twarzy („Co się pani stało w brodę?”).
Pozostaje nam tylko śmiać się razem z nimi z własnych niedoskonałości, co na pewno nie jednej z nas wyjdzie na zdrowie. A zatem „Pani Asiu, będzie Pani dziś niedźwiedziem? Tak, będę. Chętnie mocno pośpię, jak się zbudzę to was zjem, tylko nie nazywajcie mnie starą.”


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz